JA I MÓJ WRÓG
Siedzę, cały dzień przy moim stole. Na jego szczycie. Szczyt moich możliwości. Wyżej nie dam już rady szczytować. Przy ładnym, dużym i długim stole dębowym, siedzę. Wysoki jest na połysk, koloru czekolady mlecznej, miejscami zmieszanej z odrobiną gorzkiej, na brzegach ma ramkę inkrustowaną. Szlachetny i dostojny z niego stół. Pamiątka rodzinna, idealny na długie spotkania towarzyskie, w dużym gronie, nie tylko rodzinnym. Grona nie mam wielkiego. Są pojedyncze jednostki, rodzeństwo i kilku znajomych. Starsza siostra uśmiechająca się od kilku miesięcy z powodu emerytury. Większość życia w fabryce czekolady przepracowała. Czekoladowe lata to nie były, nie miały ani smaku, ani konsystencji rozpływającej się, aksamitnej mazi na języku i podniebieniu. Wrzodem bardziej były, te czynne zawodowo lata, nie powiem jakiej części ciała wrzodem. Młodszy brat nadal jeszcze na szczycie bankowej drabiny zawodowej. Niezawiedziony, ale rozwiedziony. To nie są chudziutkie, drobniu...